wtorek, 1 stycznia 2013

"To moje przeznaczenie..."




            Szli przez fabrykę, w której robiono zabawki. Jack musiał bardzo uważać, by na kogoś nie wpaść.

– Wiesz co, to, co robicie, to nie dla mnie – zaczął.

North starał się go słuchać, ale musiał coś podpisać, coś sprawdzić. 

– Ale księżyc twierdzi, że jednak tak – dokończył.

Chłopak rozglądał się wszędzie, North natomiast mijał wszystko i wszystkich, szedł dalej.

– Poczekaj, od lat próbowałem się tu włamać, daj się rozejrzeć – rzekł Jack, rozglądając się.

Mikołaj spojrzał na niego zaciekawiony, lecz po chwili zaczął oglądać, czy Yeti dobrze wykonują swoją pracę.

– Co to znaczy „włamać”? – spytał.

Chłopak na to zaśmiał się, nie przestając się rozglądać.

– No spoko, Yeti zawsze mnie łapią – wyjaśnił.

Nagle zauważył jednego z Yeti, którego spotkał za którymś razem przy włamaniu.

– O, cześć, Feel – przywitał się szybko. 

– Ruchy, Jack, ruchy – zaczął  North popędzać, idąc dalej.

Nie można było jednak oderwać wzroku od tych wszystkich zabawek, tych kolorów.

– Myślałem, że zabawki robią elfy? – spytał z zdziwieniem.

North spojrzał na niego, po chwili pochylił się nad nim.

– Im się też tak wydaje – szepnął Jackowi do ucha.

On spojrzał na elfy, które w tej chwili sprawdzały lampki na choinkę. Jeden z elfów był przystrojony lampkami, a drugi w tej właśnie chwili podłączył je do przedłużacza. Momentalnie przez elfa przeszedł prąd i stanął na jednej nóżce nieruchomo uśmiechając się. Śmiesznie to wyglądało.

Mikołaj, widząc, jak chłopak przygląda się elfom, podszedł i spojrzał.

– Bardzo ładnie. Trzymajcie tak dalej – rzekł, chwaląc ich.

Nie minęło dużo czasu, a złapał Jacka za ramię i ruszył z nim dalej, mijając jednego z Yeti, który malował roboty na niebiesko.

– Nie, na czerwono, Folat. – Yeti, gdy to usłyszał, spojrzał na zabawkę, a potem na wielki rząd robotów, które pomalował.

Załamany walnął głową o biurko, na którym stał malowany w tej chwili robot. North nie zwracając uwagi i nie zatrzymując się, szedł dalej.

– Nie obijać się na hali! – krzyknął.

Tuż po chwili Jack i Mikołaj doszli do drzwi gabinetu. Gdy chłopak je otworzył, zobaczył dużo zabawek, lodowe figurki, choinkę, pełno świątecznych gadżetów. Rozglądając się, zauważył, że jeden z elfów podaje mężczyźnie tort. 

– Torcik? – spytał.

Jack przelotnie na niego spojrzał. 

– Nie, dzięki – odpowiedział, rozglądając się dalej.

Ten na to rzucił gdzieś wspomnianego torcika. Po chwili wzrok powędrował na Jacka stanowczo.

– No dobrze, postawmy ławę na kawę – rzekł.

Chłopak posłał mu zdziwione spojrzenie.

– Kawę na... – nie zdążył odpowiedzieć, bo nagle drzwi gwałtowanie się zamknęły, zamykając za sobą zamki.

Spojrzał momentalnie na drzwi, a gdy wzrokiem wrócił do Kortha, cofnął się przestraszony, widząc, że podchodzi do niego z poważną miną. 

– Kim jesteś, Jacku Froscie? – spytał, wskazując na niego placem. – Co masz tam w środku? – dodał.

On natomiast spojrzał na niego zdziwiony.

– W jakim środku? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
Nie wiedział, o co chodzi.

– Skoro księżyc wybrał cię na strażnika, musisz mieć w sobie coś bardzo... wyjątkowego – rzekł, po chwili złapał się za podbródek, zastanawiając się.

Nagle spojrzał na bok i dostrzegł matrioszkę, która stała na półce. 

– O, tak mnie widzisz prawda? – spytał, sięgając po drewnianą lalkę. – Taki wielki, trochę groźny. Ale kiedy trochę lepiej mnie poznasz... – zaczął, podając Jackowi matrioszkę, on natomiast ją otworzył, a gdy to zrobił, dostrzegł w środku trochę mniejszą lalkę z wizerunkiem samego Mikołaja, który miał szeroki uśmiech na twarzy. 

– Jowialny przyjaciel tak? – spytał z rozbawieniem.

– Ale nie tylko... jowialny – rzekł, naciskając na ostatnie słowo.
Jack otworzył kolejną mniejszą lalkę, tym razem z tajemniczą miną.

– Jestem też tajemniczy – dodał.

Chłopak spojrzał na niego trochę podejrzliwym, trochę zaskoczonym wzrokiem, po chwili otworzył kolejną lalkę. 

– Nieustraszony... – Chłopak odłożył dolne części lalek i wziął tę, która nie była jeszcze otwarta, przedstawiała ona Mikołaja z łezką pod okiem, który trzymał kotka, a koło niego był króliczek. – Wrażliwy – kontynuował.

Jack przyjrzał się drewnianej lalce.

– A w samym środku... – Otwierając ostatnią lalkę i odkładając ją na bok, małą natomiast wziął w rękę. 

– Jest też drewniane niemowlę – stwierdził chłopak, nie rozumiejąc, o co może chodzić Mikołajowi.

– Przyjrzyj się – rzekł spokojnie. Nastolatek spojrzał jeszcze raz na lalkę. – Co widzisz? – spytał  Mikołaj.

Ten natomiast odpowiedział, niepewnie patrząc na matrioszkę. 

– Duże oczy.

            North na to zawołał:                      

– Tak! Duże oczy, bardzo duże, które są przepełnione... zachwytem – powiedział, łapiąc Jacka za ramiona.

Po chwili puścił je i ruszył w kierunku stołu, na którym stały lodowe figurki. Chłopak natomiast zaciekawiony, a jednocześnie trochę rozbawiony, spojrzał na Mikołaja. Całej tej sytuacji przysłuchiwała się Sarah, która przypadkowo usłyszała kawałek rozmowy, postanowiła zostać i posłuchać.

– Właśnie to mamy w środku, właśnie to określą te oczy, które z zachwytem patrzą na wszystko, co mnie otacza – dodał po chwili, pokazując na papierowe ptaki, które latały po całym warsztacie, i na zabawki, między innymi na wóz strażacki, który jeździł po podłodze.

– ...Oczy, które widzą w gałęziach drzew, jej magię w powietrzu... – Jack i Mikołaj wyszli na zewnątrz i obaj przyglądali się latającym w powietrzu zabawkom. – ...Zachwyt to jest to, co staram się dawać światu... i co staram się chronić w dzieciach, to, co sprawia, że jestem strażnikiem... – nie dokończył, ponieważ ktoś mu przerwał: 
– To moje przeznaczenie... – rzekł ktoś zza drzwi.

Jack i Mikołaj spojrzeli zdziwieni w kierunku dochodzącego głosu. Z cienia wyszła powoli Sarah, która w tej chwili spoglądała na latające zabawki, jednak chwilę po tym jej wzrok spoczywał na chłopaku.

– ...moje i Mikołaja.... – kontynuowała, podchodząc bliżej. – A jakie jest twoje przeznaczenie, Jack? – spytała.

On natomiast spojrzał na lalkę, którą cały czas trzymał w ręku. North na dziewczynę, a potem na chłopaka. Ona, tak jak Jack, popatrzyła lalkę.

– Posłuchaj... – zaczęła.

Słysząc jej głos, spojrzał na nią trochę zaciekawionym, trochę zamyślonym wzrokiem.

– Ja wiem, wiem że chciałbyś być teraz daleko stąd, chciałbyś dalej prowadzić życie samotnika, tak jak dotychczas... Mnie też jest trudno zaakceptować to, że będę strażniczką. Nie wiem, czym sobie zasłużyłam na taki... przywilej. Jednak wujek uświadomił mi... że księżyc nie mógłby nas tak wybrać bez powodu na nowych strażników. Może dla ciebie to nie jest aż tak ważne, ale teraz naszym obowiązkiem jest to, czy tego chcemy, czy nie, musimy dopełnić swego przeznaczenia, inaczej będziemy żałować tego, że nawet nie spróbowaliśmy. Przez te wszystkie lata, wieki będziemy rozmyślać, będziemy zadawać sobie pytanie „a może to by coś zmieniło w naszym życiu?” Nie wiem, jak ty, ale ja chcę wypełnić to przeznaczenie. Może wtedy zostaną mi udzielone odpowiedzi na pytania, które zadaję sobie praktycznie od trzystu lat. Nie chcę żałować tego, co już było i czego nie mogę już zmienić. A ty? Będziesz mógł dalej normalnie żyć z tym żalem? – zakończyła, patrząc w oczy chłopaka.

Miała tylko cichą nadzieję, że da mu to do myślenia i zmieni zdanie co do bycia strażnikiem. On natomiast zamyślony spojrzał w bok, nie wiedział, co odpowiedzieć. W tej chwili sam nie znał odpowiedzi na pytanie Sary.

– Nie wiem – dodał po chwili rozmyślania.

Sarah spojrzała na lalkę, która leżała na dłoni chłopaka. Po chwili uśmiechnęła się i zamknęła jego otwartą dłoń swoją dłonią, dając mu tym samym do zrozumienia, by zachował lalkę. 

– Mam nadzieje że niedługo znajdziesz odpowiedź na to pytanie. I podejmiesz właściwą decyzję – rzekła, spoglądając na Jacka, posyłając mu szczery, pocieszający uśmiech.

On spojrzał na swoją i Sary ręce odrobinę zaskoczony i zamyślony. Poczuł coś dziwnego, coś znajomego. Miał takie wrażenie, jakby tą delikatną, ciepłą dłoń już kiedyś dotknął. Dziewczyna natomiast poczuła to samo. Ze zdziwieniem spojrzała znów na ich dłonie. Po chwili oboje spojrzeli i uśmiechnęli się do siebie.

Tę chwilę nagle coś przerwało. Dźwięk skrzydeł, który usłyszała cała trójka, zmusił ich do spojrzenia w tamtą stronę. To najprawdopodobniej była Zębuszka. Sarah, która wyrwała się z zamyślenia, puściła rękę Jacka i speszona odwróciła wzrok.

Nagle zza drzwi wybiegł królik, a zaraz nim Piasek.

– Mamy problem, koleś, napadli Zębowy pałac – rzekł Zając stanowczo.


2 komentarze:

  1. Przepraszam, ale czuję się jakbym oglądała film. Praktycznie wszystkie dialogi są z filmu. Słowo w słowo.

    OdpowiedzUsuń
  2. I dobrze że czujesz się jakbyś oglądała film. Opowiadanie jest na podstawie filmu, lecz jednak zostało coś do tego opowiadania dodane, miedzy innymi wątek Sary i sama Sarah, jako postać.

    OdpowiedzUsuń