piątek, 4 stycznia 2013

"Wybrał nas księżyc"



– AAAAAAA!!! - Krzyki które można było usłyszeć dochodziły z worka, w którym wylądował Jack. Podróż dla chłopaka nie była przyjemna. Nie wiedział co się dzieje i gdzie właściwie jest. Gdy wreszcie poczuł w dość nieprzyjemny sposób grunt poczuł ból prawie w każdej części ciała po tym wrzuceniu do worka, a następnie po nieprzyjemnym lądowaniu na twardym podłożu. Nie wiedział gdzie jest, jak tu się znalazł i po co został tutaj przetransportowany.

- Moja głowa... - przez chwilę i ręce i nogi odmówiły mu posłuszeństwa, ale gdy usłyszał że ktoś zanim zeskoczył z czegoś postanowił się wziąść w garść, podnieść się i wyjść z wora.

- O już jest. Cicho. - stwierdził jakiś głos. Jack łapiąc się za głowę chciał wyjrzeć przez otwór i sprawdzić czy co się wokół niego dzieje, ale ktoś go w tym wyprzedził. Dostrzegł dwie małe istotki. Wyglądały dość dziwaczne. Przypominały małe elfy, ale różnicą było to że mieli troszeczkę inne ubranka i były dużo mniejsze od elfów.  Jack nie miał okazji przyjrzeć im się bliżej, ponieważ gdy go zobaczyły natychmiast się przestraszyły i zwiały.  Ten natomiast zdziwiony wyjrzał za wora, w którym siedział i dostrzegł wysokiego starszego mężczyznę. Jego główną cechą wyglądu była długa, śnieżnobiała broda i włosy takiego samego koloru. Lecz nie tylko broda była bardzo widoczna i jako pierwsza rzucała się w oczy, tatuaże, które przyciągały uwagę też można było szybko dostrzec. Przelotnie spojrzał na ubranie mężczyzny, miał na sobie czerwoną koszulę i brązowe spodnie, które podkreślały wraz z pasiastymi paskami jego męską sylwetkę. By dostrzec wszystko co się wokół niego dzieje wyjrzał głową. Koło mężczyzny zaciekle rozmawiała piękna, skrząca zielono-niebieskimi refleksami krzyżówka człowieka z koliberem  Rozmawiała ona z jakby małymi koliberkami, które chyba miały twarze ludzkie.

- No nareszcie, Jack Frost. - Wcześniej wspomniany starszym pan rozłożył obie ręce, by przywitać nowego gościa, którego tak bardzo wszyscy wyczekiwali. Na jego twarzy malowała się radość i zadowolenie. Jack rozejrzał się po pomieszczeniu. Było ono bardzo przytulnie urządzone. Wszędzie były porozwieszane świąteczne ozdoby, bombki i skarpety. Ozdób nie zabrakło również na wielkim kominku, który stał na przy ścianie dużego pokoju.

- Wow. Nie no żarty jakieś.- spytał ze zdziwieniem. Nigdy nie był w tajnej siedzibie Mikołaja, więc wszędzie się rozglądał ze zdziwieniem. Jednak nie na długo było mu to dane, ponieważ nagle ktoś wyciągnął go z worka i postawił na ziemię. Spoglądając z jednej i drugiej strony dostrzegł dwóch Yeti, którzy wcześniej go wpakowali do wora.

- Ej postawcie mnie. -  Yeti posłusznie postawiły chłopaka na ziemi zostawiając go w spokoju. Zrobiły dwa kroki w tył i stali tak jakby zmienili się zamienili w posągi.

- Yeti dobrze cię traktowały? - Spytał z zaciekawieniem Mikołaj spoglądając na swoich pomocników.

- O tak, uwielbiam być wrzucany do wora i przez magiczne portale. - rzekł z ironią Jack podnosząc jednym ruchem nogi swoją różdżkę. Nie był zadowolony z tego jak się tutaj dostał. Nadal czuł na plecach te dwa uderzenia.

- O super, to był mój pomysł - powiedział z rozbawieniem mężczyzna. Nie tylko Jack uwielbiał robić dowcipy innym. - Zająca siłą rzeczy już znasz- wskazał na królika, który teraz stał oparty o drewniany słup i oglądał swoje łapy.

- Siła rzeczy. - rzekł chłopak z rozbawieniem.

- A Zębową Wróżkę... - nie zdążył nic więcej dodać, bo ktoś mu w tym przerwał. Zębuszka podleciała szybko do Jacka, podekscytowana.

- Witaj Jack...Tak wiele o tobie słyszałam i twoich kłach.

- Moich, moich co? - spytał zaskoczony. Po chwili Zębuszka zajrzała na chwilę do jego buzi.
- Rzeczywiście, iskrzą jak świeże płatki śniegu w słońcu.. - rzekła do koliberków Zębuszka zachwycona.  Jednak one przyglądały się chłopakowi rozmarzone. - Dziewczęta proszę się opanować. - Po tych słowach i ona i jej pomocnicy podleciały do Northa.

- A oto Piaskowy ludek. - Wskazał na piaszczystą postać, która stała koło niego.  Właściwie nie stała ,tylko spała. Miał głowę opuszczoną i słodko spał. Mikołaj to momentalnie za uwarzył i szturchnął śpiącego.

- Piasek,...piasek,...nie śpij! - ostatnie dwa słowa aż krzyknął  ponieważ Piasek nie chciał się obudzić. Po chwili przyglądania się temu wszystkiemu Jack chciał się w końcu dowiedzieć poco go tu sprowadzono.

- No dobrze. Ktoś mi powie poco mnie tutaj ściągnęliście  - spytał. Do odpowiedzi zgłosił się Piasek. Chwilę po tym nad swoją głową pokazywał piaskowe obrazki. Lecz trudno było je odczytać, ponieważ z każdą sekundą zaczęły pojawiać nowe, pojawiały się i znikały coraz szybciej. Jack kucnął i przyglądał się obrazkom, jednak nic z nich nie zrozumiał.

- To mi niewiele mówi ale dzięki. - Chwilę po tym wstał i zaczął przechadzać się po pomieszczeniu w którym się wszyscy znajdowali. -  Musiałem nieźle nabroić że się tak wszyscy zebraliście. Dostałem rózgę?- spytał z łobuzerską miną, odwracając się w stronę Mikołaja. Lecz jego wzrok długo na nim nie pozostał, ponieważ znów zaczął spoglądać na pomieszczenie i to co się w nim znajdowało. On natomiast gdy to usłyszał zaśmiał się.


- Ha, ty chcesz dostać rózgę  Zasługujesz na nią. - nagle rzekła drwiącym głosem pewna dziewczyna, wyprzedzając mężczyznę w wypowiedzi. Wszyscy spojrzeli w stronę kominka. Na nim siedziała wspomniana dziewczyna.

 - Sarah? Nie spodziewałem się ciebie tutaj.- rzekł North. Sarah zeskoczyła z kominka i podeszła do zgromadzony.

- No wiesz wujku skoro po ostatniej nocy i ostatniej ceremonii jestem strażniczką to chyba muszę być tutaj nie? - spytała z uśmiechem na twarzy.

- Faktycznie. Jack chcę ci jeszcze przedstawić Sare Wintry. Jest nową strażniczką a przynajmniej będzie. - rzekł ostrym głosem akcentując ostatni wyraz patrząc na Sarę. Ona na to uśmiechnęła się.

- No dobrze z tą ceremonią przesadziłam. - rzekła. Jack spoglądał na dziewczynę z uśmiechem. Przez głowę przeleciało mu tylko jedno słowo. Kurczę... Lubił różne zabawy, lecz jak każdy nastolatek miał swoje słabości.

- Nie spodziewałem się nowego strażnika. A zwłaszcza takiego. - za uwarzył. Sarah na te słowa spojrzała na niego podejrzliwie..

- Takiego, czyli jakiego? - zapytała z zaciekawieniem. Nie znała Jacka zbyt dobrze, do tej pory słyszała tylko o jego wybrykach.

- No wiesz, takiego który wyprzedza fakty. - rzekł z tajemniczym uśmiechem na twarzy, lecz tak naprawdę nie miał na myśli tego co powiedział. Sarah zaśmiała się po chwili podeszła do niego.

- Ty nie bądź taki chojrak to tylko kwestia czasu gdy zostanę strażniczką.- zaczęła przybliżając swoją twarz do jego. - Zresztą ciebie też to czeka. - dodała z uśmiechem na ustach. Miała w tej chwili niezłą satysfakcję. Jack zaskoczony przerwał kontakt wzrokowy i spojrzał na Northa, potem na Sarę i tak w kółko.

- Jak to? - spytał.

- A tak to że od teraz jesteś tak samo jak Sarah nowym strażnikiem! - zawołał podnosząc ręce w górę. Nagle Elfy zaczęły grać na trąbkach. Yeti podnieśli pochodnie. Zrobiło się małe zamieszanie. - Nieźle, co nie? - spytał North pokazując na Yeti i Elfy. Jeden z Yeti podał mu wielką księgę, która została po chwili otworzona. Jack nie mogąc tego całego zamieszania znieść  podniósł swoją różdżkę w górę i tupnął ją mocno o ziemie zamrażając podłogę w promieniu kilku metrów od niego. Nagle wszystko ucichło i wszyscy spojrzeli na chłopaka.

- Nie chce być strażnikiem. - rzekł. Mikołaj na to zaśmiał się ale po chwili nagle przestał się śmiać.

- Owszem chcesz. - stwierdził. - Muzyka! - zawołał. Po tych słowach Elfy znów zaczęły grać na trąbkach. Lecz ktoś nagle to przerwał.

- Stop muzyka! - rzekł pół tonem Jack spoglądając na Elfy. Na to jeden z nich, który grał na trąbce zdenerwował się, walną trąbką o ziemie i poszedł. - Słuchaj bardzo to wszystko miłe, ale nie nadaje się. Wy macie etos pracy i cele...a ja wole śnieżki i zabawę. To nie dla mnie. - dodał po chwili przechadzając się.

- No to samo mówiłem. - wtrącił się nagle królik. Sarah przyglądając się tej całej sytuacji spojrzała na Jacka. Zastanawiało jak może tak po prostu zrezygnować. Nawet tego nie przemyślał. Ona też gdy się dowiedziała że jest nowym strażnikiem chciała zrezygnować, ale to był jej wybór. Rozumiała że chłopaka nie kręciły te sprawy, ale nie miał wyjścia musiał się zgodzić. Postanowiła go jakoś przekonać.

-  Jack, ty chyba naprawdę nie rozumiesz dlaczego nas wybrano. - zaczęła podlatując do niego a potem do kuli, na którym świeciły małe światełka. - Każde z tych świateł to dziecko...- dodała po chwili.

- Dziecko, które w nas wierzył. - przerwał jej nagle North. - Więc dobre czy złe, grzeczne czy nie, my je chronimy. - przerywając zauwarzył że Ząbek zagląda w buzię Jacka oglądając jego zęby. - Ząbek, ręce z buzi. - dodał. Na to Zębuszka zostawiła Jacka w spokoju.

- Ups sory. Piękne są. - rzekła odlatując.

- Więc skończ to już, chce ale boje się, bo Mrok robi tam nie wiadomo co. - kontynuował North.

- Że niby ten cały wamp? - spytał trochę rozbawiony. North spojrzał na niego stanowczo.

-  Tak - zaczął ostro. - Kiedy Mrok grozi nam, to tak jakby groził dzieciom. - dodał pokazując na kulę a tym samym na światełka.

- To tym bardziej się czepcie kogoś innego. Poza tym macie jeszcze dziewczynę. - rzekł wskazując na Sarę. Po chwili odwrócił się zaczął krążyć w tą i spowrotem  Ona natomiast spojrzała na niego z zdziwieniem i wyrzutem. Zdenerwowana podeszła do niego.

- Kogoś innego? Myślisz że to loteria, nie. Zostaliśmy wybrani tak jak wszyscy pozostali... - zaczęła zdenerwowana. -...Wybrał nas księżyc. - dodała po chwili pokazując na niego. Było go widać przez wielki otwór na dachu. Jack spojrzał na nią zaskoczony.

- Co? - Spytał. Sarah zdarzyła się uspokoić.

- Zeszłej nocy Jack, wybrał nas. - potwierdziła bardziej spokojnym i załamanym głosem. Chłopak natomiast spojrzał na każdego z strażników.

- Zaraz to on z wami...rozmawia? - ostatni słowo wypowiedział szepcząc. North kiwnął głową na znak potwierdzenia.

- Widzisz nie możesz odmówić. To twoje i Sary przeznaczenie.- rzekł. Spoglądając na niego a potem na Sarę. Jack zdziwiony spojrzał na księżyc.

- A nie mógł sam mi tego powiedzieć? - spytał niedowierzanie. Po chwili jego wzrok powędrował w bok. Musiał pomyśleć. Nagle ogarnęła go chwilowa wściekłość. - Po trzystu latach to jego odpowiedź? - spytał, zszokowany. - Że mam już na zawsze tak jak wy utkwić w jakiejś...w jakiejś bazie wymyślając sposoby jak przekupić dzieci?....Nie, nie to nie dla mnie. - ostatnie słowa wypowiedział podnosząc głos, nie spodziewał się zupełnie że coś kiedyś takiego go spodka. Nie wierzył w to co się w tej chwili dzieje. - Bez obrazy. - dodał po krótkim czasie. Królik na to zażenowany spojrzał na chłopaka.

- Jak, jak niby jak mamy się nie obrazić. - wtrącił się, dając akcent na słowo nie. - Wiecie, całe szczęście że nie chce, bo niby co taki gość, może wiedzieć o dawaniu dzieciom radość, no co? - spytał. Jack na to rozbawiony spojrzał na królika.

- A słyszałeś kiedyś o śnieżkach? - spytał. - To nie co jakieś jajka na twardo. Dzieci lubią to co robię  - rzekł z pełno satysfakcją. Zając na to podszedł do chłopaka lekko podirytowany.

- Ale żadne w ciebie nie wierzy prawda? Nie, jesteś niewidzialny... - zaczął. Jack spojrzał na niego zaskoczony i zdenerwowany.  To był wrażliwy dla niego temat. - Jakbyś w ogóle nie istniał...- chłopak wysłuchując tego próbował zamaskować swoje zdenerwowanie rozbawionym uśmiechem. Spoglądając na Jacka Sarah dobrze wiedziała jak czuje. Sama była w takiej sytuacji, chociaż to tak do tego nie podchodziła. Nie było to dla niej aż tak ważne.

- Przestańcie. - wtrąciła się dziewczyna. Podeszła do całej grupy a przy tym spojrzała ostro na Zająca.

- Nie, kangur ma rację. - rzekł chłopak. Wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni a najbardziej zdziwiony był królik.

- Że co? He jak mnie na zwałeś? - spytał zaskoczony podchodząc do Jacka, który też stawiał kroki jego stronę. - Nie jestem jestem kangurem kolo. - rzekł. Chłopak spojrzał na niego drwiąco.

- O, a ja całe czas myślałem że tak. A więc skoro nie kangurem to czym jesteś? - spytał naciskając na ostatnie słowa. Oboje ściągnęli brwi i przymrużyli oczy.

- Jestem zającem, Wielkanocnym Zającem. A we mnie przynajmniej ktoś wierzy. - rzekł ostro Zając. Na ostatnie zdanie w oczach Jacka pojawiły się łzy, lecz skutecznie nie pozwolił by spłynęły mu po policzkach   Piasek widząc to całe napięcie westchnął i poklepał Northa po ręce. On na to zrobił krok do przodu zwracając się do Jacka.

- Jack, chodź ze mną. - rzekł stanowczo.

Już po chwili oboje byli w drodze do małego warsztatu mikołaja.

CDN.

1 komentarz:

  1. Nie jest "cały wamp" tylko czarny pan

    OdpowiedzUsuń