Kochani bardzo, bardzo, bardzo, ale to bardzo was przepraszam. Wiem że rozdział miał być wczoraj, ale miała pilny wyjazd. Dopiero co wróciłam. Mam nadzieje że tym rozdziałem wam to wynagrodzę.
- Albo próbuje ci coś powiedzieć. – Odezwał się nagle
znajomy głos Zębuszki. Chłopak spojrzał na nią, lecz po chwili wrócił wzrokiem
do dziewczyny.
- Jeśli tak, to co? – odpowiedział. Przez chwili oboje stali
w ciszy. Każdy był uwięziony w własnych myślach.
- Jack… - chłopak nie zareagował. Wyczekiwał na dalszą część
wypowiedzi. – Jak ona zginęła? – Słysząc te słowa, spuścił wzrok i zmienił
wyraz na bardziej wściekłą. Nie miał ochoty o tym rozmawiać, tego wspominać. To
była zbyt bolesne. Ale z drugiej strony Zębuszka miała prawo wiedzieć. .
- Byliśmy w podziemiach, w kryjówce Pitcha. Nie mam
zielonego pojęcia, skąd ona się tam wzięła. – Nagle głos chłopaka zaczął lekko
drżeć, jednak mimo to kontynuował. – Gdy…gdy zobaczyłem ją, nie mogłem uwierzyć
w to co widzę. Wyglądała jakby była po kilku godzinnych torturach. Ledwo co
trzymała się na nogach. Miała związane ręce. Nigdy czegoś takiego nie
widziałem. Doszło do wymiany zdań. Nagle ona…wyznała…
- Co takiego wyznała?
-…powiedziała że mnie kocha. – dokończył. Strażniczka
spojrzała na niego zaskoczona. Nie miała pojęcia że Sarah była zakochana.
Trudno było jej w to uwierzyć. – Powiedziała także coś dziwnego. Powiedziała że
kochała mnie odkąd mnie znała. – rzekł zastanawiającym głosem.
- Co to znaczy? – spytała Zębuszka.
- Nie wiem. – wzruszył ramionami.
- A co było potem? – na to pytanie chłopak tylko ciężko
westchnął.
- Na początku gdy ją puścił wolno, myślałem że zamiast tego
ją zabije. Gdy wpadła w moje ramiona, poczułem jak jej ciało robi się
zimniejsze z każdą sekundą. Nie wiedziałem co się dzieje, lecz gdy spojrzała mi
w oczy zrozumiałem że to koniec. – Strażniczka była pogrążona w myślach. Wiedziała
że Pitch jest okrutny, ale by to tego stopnia.
- Dużo dla ciebie znaczyła? – spytawszy spojrzała na niego
pytająco. On zaczął krążyć wzrokiem bez konkretnego celu. Wtedy w podziemiach
zdał sobie sprawę że naprawdę zależy mu na Sarze, więc teraz odpowiedź mogła
być tylko jedna.
- Myślałem że nikt nie zrozumie jak wiele. – Chłopak spojrzał
na strażniczkę. – Ale ty rozumiesz.
Oboje stali tak jeszcze kilka minut i rozmawiali. Nagle
podeszli do nich Zając i North.
- Wiesz że trzeba to skończyć. – rzekł North patrząc na
Jacka. On natomiast pokręcił zrezygnowany głową.
- Dobrze wiesz że to nie ma sensu. – odpowiedział odwracając
się w stronę strażnika. – To koniec.
- Oczywiście że ma. Jeśli damy z siebie wszystko pokonamy
go.
- North ty zdajesz sobie sprawę w jakiej jesteśmy sytuacji?!
– spytał chłopak, podchodząc do strażnika. – Straciliśmy Piaska i Sarę! Chcesz
kolejnych ofiar?! W porównaniu do ciebie, nie zamierzam ryzykować! Starczy! –
Po chwilowej ciszy Jack spojrzał na każdego z strażników. – A zresztą…rób jak uważasz,
ale
mnie do tego nie mieszaj.
Po tych słowach chłopak wyleciał przez okno i zniknął gdzieś
w chmurach. Strażnicy tylko patrzyli jak odlatuje.
Jack właśnie wylądował na śnieżnej powierzchni, gdzieś na Grenlandii.
Stanął nad urwiskiem. W ręku trzymał skrytkę z swoimi wspomnieniami. Już miał
je wyrzucić, jednak coś go skłoniło do wycofania się z swojego zamiaru.
Wściekły zaczął przechadzać się w tą i spowrotem. Chwilę po tym spojrzał na
swój wizerunek na skrytce.
- Spodziewałem się tego. – odezwał się nagle dziwnie znajomy
głos. – Nigdy nie byłeś jednym nich. – Chłopak zrozumiał że to głos Pitcha.
Momentalnie ogarnęła go wściekłość. – Próbowałem ci to powiedzieć.
Rozumiem
cię. – W tym samym czasie Jack niespodziewanie zaatakował. Nigdy jeszcze nie
był tak wściekły.
- Ty niczego nie rozumiesz! Kochałem ją! – wykrzyczał nie
przerywając ataków. Miedzy Mrokiem a Jackiem rozpętała się walka.
- Myślisz że nie wiem jak to jest być wykluczonym?! A Sarah…Ja
jej tylko pomogłem zakończyć to życie pełne kłamstw, samotności i smutku! –
Jack po tych słowach zaatakował z zdwojoną siłą. – Przypominała mi jak to jest
tęsknić za…rodziną. – Chłopak, który w tej chwili celował laskę w kierunku
Mroka, spojrzał na niego zaskoczonym wzrokiem. – Od tylu lat jestem sam w ciemnościach.
Sarah przez te dziesięć lat zastąpiła mi rodzinę. Nie dawałem jej tego do
zrozumienia, ale tak było. Była dla nie jak córka. Ale gdy odeszła, poczułem
się tak oszukany. Zabicie jej to była najgorsza rzecz jaką mogłem zrobić. Po
raz kolejny straciłem rodzinę…Nie sądziłem że jest ktoś taki jak ja. Ale nie
miałem racji. – Po tych słowach Jack opuścił szokowany laskę. Nie mógł uwierzyć
że Sarah aż tyle dla niego znaczyła. – Nie musimy być samotni Jack. Ja w ciebie
wierze i wiem że dzieci też uwierzą.
- We mnie? – spytał chłopak.
- Tak. Zobacz ile razem możemy. – wypowiadając te słowa, pokazał
na lodową, wielką rzeźbę, która połyskiwała ciemnym pyłem. – Cóż lepiej do
siebie pasuje, niż zimno i ciemność. – Jack spojrzał na rzeźbę. Chwilę po tym
spojrzał na swoje odbicie w niej. – Sprawimy że w nas uwierzą i stworzymy świat
gdzie wszędzie, wszędzie będzie…
-…panować mrok? – dokończył Jack.
- Z Jackiem Frostem, wspólnie. W obu nas będą wierzyć. –
zapewnił go Mrok. Chłopak zmarszczył brwi i przymrużył oczy. Nie podobało mu się
to. Nie zamierzał zdradzić strażników.
- Nie wierzyć, tylko się bać. A na to się nie zgodzę. – Po
tych słowach odwrócił się i zaczął odchodzić. –
Ostatni raz mówię…zostaw mnie. –
Na te słowa Mrok zrobił się wściekły. Świadczył to miedzy innymi wyraz twarzy.
- Proszę bardzo. Skoro chcesz być samotny…zgoda. Ale
najpierw…- W tym momencie można było usłyszeć pisk Mleczuki. Gdy Jack się
odwrócił dostrzegł ją w rękach Blacka. Zaskoczony pobiegł, by ją uwolnić lecz
Mrok mu przeszkodził. Frost natychmiast wycelował laskę prosto w niego.
- Laska Jack! – Chłopak słysząc te słowa zdziwił się. –
Trochę za często wchodziłeś mi w drogę. A teraz oddaj mi laskę, a nic jej nie
zrobię. – Mleczuszka słysząc to pokręciła przecząco głową. Nie chciała by laska
dostała się w ręce Mroka. On natomiast ścisnął ją bardzie w dłoniach. Nagle
przypomniała mu się sytuacja z podziemia. Była bardzo podobna. To go skłoniło
do oddania swojej własności. Po chwili zastanowienia oddał ją Czarnemu Panu.
-
Dobrze…A teraz ją puść.
- Nie. – Jack spojrzał po raz kolejny raz zaskoczony. Nie
mógł uwierzyć że tak łatwo dał się oszukać. –
Przecież wybrałeś samotność. Więc
będziesz samotny. – W tym momencie rozłoszczona Mleczuszka, wbiła swój ostry dziób
w palec Mroka. Ten czując mocny ból, wściekły rzucił Mleczuszke gdzieś przed
siebie. Jack miał już za nią lecieć, ale momentalnie usłyszał trzask. Okazało
się że to jego laska. W tym samym czasie poczuł ostry pól w klatce piersiowej.
A po chwili mocne uderzenie Mroka. Spowodował on że poleciał dość daleko i
wpadł do jakiej dziury w lodowcu. Po raz kolejny poczuł ból. Nagle od sobą
usłyszał złowieszczy śmiech Mroka. A po chwili dźwięk obijającej się o ściany
lodowca laski.
